Jak przypadkowo odkryto promieniowanie podczerwone
Gdybyśmy przenieśli się do pracowni Williama Herschela na początku XIX wieku, nie zobaczylibyśmy laboratorium w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Raczej pokój wypełniony soczewkami, pryzmatami, teleskopami i… termometrami.
Herschel był jednym z najwybitniejszych badaczy swoich czasów – astronomem, który odkrył planetę Uran i który przez lata badał Słońce oraz naturę światła. Tego dnia nie planował jednak żadnego przełomu. Chciał jedynie sprawdzić coś z pozoru banalnego: które kolory światła słonecznego nagrzewają obserwowane obiekty najmocniej.
Światło słoneczne rozszczepił za pomocą pryzmatu, ale – co istotne – nie zrobił tego wprost na stole. Pryzmat umieścił przy wlocie do szczelnego, zamkniętego pudła. W jego wnętrzu ustawił kilka termometrów, rozmieszczonych wzdłuż widma barwnego. Dzięki temu ograniczył zabrudzenie pomiarów światłem rozproszonym i bezpośrednim promieniowaniem słonecznym. Termometry rejestrowały wyłącznie temperaturę światła o danej barwie, a nie ciepło otoczenia czy samego Słońca.
Eksperyment był prosty, ale przemyślany. Każdy termometr miał odpowiedzieć na jedno pytanie: gdzie jest cieplej – w fiolecie, zieleni, żółci czy czerwieni? Wyniki początkowo były zgodne z intuicją. Temperatura rosła w kierunku czerwonej części widma. Ale najwyższy odczyt pojawił się nie w czerwieni. Pojawił się tuż za nią. W miejscu, gdzie nie było już żadnego widzialnego światła.
Herschel nie zobaczył tam koloru. Zarejestrował jednak wyraźny wzrost temperatury. Oznaczało to jedno: istnieje forma promieniowania, której ludzkie oko nie rejestruje, ale która niesie energię cieplną. Właśnie w ten sposób, niemal przypadkiem, odkryto promieniowanie podczerwone.
Warto zatrzymać się tu na chwilę. Herschel nie odkrywał ciepła leczniczego. Nie badał wpływu promieniowania na organizm. Interesowała go fizyka – właściwości światła i energii. Podczerwień była dla niego po prostu kolejnym fragmentem widma elektromagnetycznego, leżącym poza granicą percepcji wzrokowej człowieka.
Dopiero wiele lat później zaczęto zastanawiać się, co to odkrycie oznacza dla biologii i medycyny. Skoro promieniowanie podczerwone przenosi energię cieplną, to musi oddziaływać na materię – również na tkanki. I rzeczywiście: podczerwień ogrzewa. Zwiększa energię kinetyczną cząsteczek, powoduje wzrost temperatury powierzchownych warstw tkanek, wpływa na rozszerzenie naczyń i lokalne zmiany przepływu krwi.
W fizykoterapii promieniowanie podczerwone bywa wykorzystywane jako sposób dostarczania energii cieplnej do tkanek. Może wpływać na subiektywne odczucie rozluźnienia, zmniejszenie sztywności czy poprawę komfortu. Ale jego działanie nie jest ani magiczne ani niewiarygodne. Podczerwień nie naprawia tkanek i nie rozwiązuje problemów mechanicznych czy neurologicznych. Jest narzędziem, a nie rozwiązaniem samym w sobie.
Historia odkrycia promieniowania podczerwonego dobrze pokazuje, jak łatwo pomylić zjawisko fizyczne z jego późniejszym zastosowaniem. Herschel nie szukał terapii. Szukał odpowiedzi na pytanie o naturę światła. To, że dziś podczerwień znalazła swoje miejsce w gabinetach fizjoterapii, jest wtórne wobec samego odkrycia.
Być może właśnie dlatego warto o tym pamiętać. Fizykoterapia – podobnie jak każda forma oddziaływania na organizm – opiera się na prawach fizyki, a nie na obietnicach. Zrozumienie, skąd wzięło się dane zjawisko i co faktycznie robi z materią, pozwala spojrzeć na nie spokojniej. Bez mitów, bez nadziei na cud i bez rozczarowania, gdy cud się nie wydarzy.
Promieniowanie podczerwone nie zaczęło swojej historii w gabinecie zabiegowym. Zaczęło ją w zamkniętym pudle, z pryzmatem u wlotu i kilkoma termometrami w środku. I to być może najlepsza lekcja, jaką można z tej historii wyciągnąć.

Dzień dobry
Chirurg zdiagnozował u mnie początki Przykurcu Dupuytrena
Jeszcze nie mam przykurczu tylko zgrubienie na dłoni
Czy mogę sama coś z tym robić żeby nie dopuścić do przykurczu?
Pozdrawiam
Dzień dobry,
przykurcz Dupuytrena to temat, w którym niestety nie mamy prostych metod „zapobiegających” rozwojowi zmian. Samo zgrubienie powięzi nie zawsze prowadzi do przykurczu i u części osób przez lata nie postępuje.
W badaniach nie ma jednoznacznych dowodów, że konkretne ćwiczenia czy masaż potrafią zatrzymać proces chorobowy, dlatego wszelkie działania warto traktować raczej jako dbanie o komfort i ruchomość ręki, a nie leczenie przyczyny.
Najrozsądniejsze na tym etapie jest obserwowanie zmian i pozostawanie pod kontrolą lekarza. Jeśli pojawi się ograniczenie wyprostu palców, wtedy dopiero rozważa się dalsze postępowanie.
Pozdrawiam